Nadal przeglądam rodzinne papiery.
Natknęłam się na zabawny wiersz Lecha Konopińskiego, poznańskiego satyryka i fraszkopisarza. Pisał wiersze gwarą poznańską. ten wierszyk powstał na konkurs na piosenkę o Poznaniu. A ja znalazłam go na obszarpanej, pożółconej kartce z dawnej "Gazety Poznańskiej", sadząc po stanie papieru, z początku lat siedemdziesiątych.
W wierszu są nagromadzone najbardziej charakterystyczne słowa z gwary poznańskiej, które często podaje się, jako jej przykłady. Ale tych "przykładowych " słów właściwie się już nie używa, może, żeby podkreślić miejscowy koloryt, tak w cudzysłowie (wymborek, kluft, antrejka, glazejki, heklować).
Mogę was zapewnić, ze zrozumiałam wiersz bez najmniejszego problemu. Tak mówiła moja babcia jeszcze 50 lat temu, także babcia mojego męża, poznanianka. Podobnie jeszcze niedawno, 30 lat temu mówiła bratowa mojego męża, gdy przyjechała do Poznania z wielkopolskiej wsi. A mój tato, używający bezbłędnie literackiej polszczyzny, lubił w domu używać słów z dzieciństwa i młodości, słów bliskich i mojemu sercu.
Dziś ja także wielu słów, gwarowych, używam celowo (przejrzałam sobie podręczny słownik gwary poznańskiej) i aż się zdziwiłam, że one są miejscowe, a nie ogólnopolskie ( zdając sobie, oczywiście, sprawę, że są potoczne). Moje ulubione : glajda - coś rozmoczonego, półpłynnego, nieprzyjemne, błoto; fafoły - coś pływającego w roztworze, zupie, cząstki stałe, męty; chlabra - plucha, roztopiony śnieg; giglać - łaskotać; lumpy - stare ubrania; haczka, dziabka - motyczka do usuwania chwastów; żybura - brudna, mętna woda, kwirlejka - mątewka (do 22 roku życia nie znałam nazwy literackiej, czy handlowej), skibki, czyli kromki i kromka, czyli piętka (w Poznaniu chleb ma tylko dwie kromki), nadusić, czyli nacisnąć itp. Moi synowie też znają te słowa, poznańską intonację i wymowę. A czy używają? Na pewno czasami.
A oto wiersz:
Wyćpiuł Mnie
Jeżdżoł ze mną do Dymbiny,
do zologu my chodzili,
czynsto brał mnie na migane,
na wieprzowom noge z chrzanem,
a roz w parku na Sołaczu
tak ślypiami na mnie patrzuł,
tak bajtlował, a zaś potem
robiuł na co mioł łochote...
Potem fyroł jak ta stonka!
Ech, w wymborku go utonkać!!!
Wućpiuł mnie
jak starom kiste albo wyro!
Wyćpiuł mnie
jak ryczke z wyłamanom giyrom!
Wyćpiuł mnie, jak próżnom tytke na gemyle!
Wyćpiuł mnie
jak zgniłom pyre – no i tyle!
Wyćpiuł mnie
i już go wiyncy nie zobacze!
Wyćpiuł mnie
frechowny szuszwol z rudom glacom!
Wyćpiuł mnie
Wiaruchna, czymu? Wiara, za co?
Tak zawracał mi gitare,
że mu lajsłam kluft na miare,
heklowałam mu szkarpytki,
szykowałam z gzikiem sznytki.
Jod leberke, plyndze, szabel,
szneki z glancem, wuchte babek!
Gdy sie najod, sztachnął ćmikiem,
to obuwał swe trzewiki,
brał katane i
glazejki
i jak kejter – wioł z antrejki!
We łbie mi sie zmieścić nie chce,
że on woloł tamtom bekse!
Wyćpiuł mnie...itd
I teraz powinnam chyba parę słów przetłumaczyć z "naszego" na polski ;)
To od poczatku : wyćpić, to wyrzucić, Dębina, to park leśny nad Wartą, zolog, to wiadomo, ZOO (naprawdę, tak mówiłam jeszcze ja w dzieciństwie), migane, to tańce, wieprzowa noga, to oczywiście golonka, Sołacz, to willowa dzielnica Poznania z pięknym parkiem, fyrać, to biec, uciekać, wymborek, to wiadro, utonkać, - umoczyć, kista- skrzynia, wyro - łóżko, ryczka, taborecik, stołeczek na krótkich nóżkach (dla mnie ryczka, to ryczka), giyra- noga, próżna tytka - pusta torebka papierowa, gemyla - śmietnik, frechowny szuszwol - humorzasty obibok, glaca, to łysina, wiaruchna - ludziska, zawracać gitarę - zawracać głowę, lajsnąć kluft na miarę - zafundować ubranie na miarę, "obstalować", heklować - szydełkować (bo na drutach się sztrykuje), sznytki z gzikiem - skibki (ha,ha, tylko w Poznaniu, u mnie zawsze), czyli kromki z twarożkiem, leberka - wątrobianka, plyndze - placki ziemniaczane, szabel - fasolka szparagowa, szneka z glancem - drożdżówka z lukrem, wuchta - góra czegoś, duża ilość, sztachnąć ćmikiem - zapalić papierosa, obuć trzewiki (archaizm) - założyć buty, katana i glazejki - kurtka i rękawiczki, kejter - pies, antrejka - sień, weranda.
Mam nadzieję, że z podpowiedzią wszystko zrozumiecie. A może i bez podpowiedzi?
Specjalnie dla was dwie "pyruszki na ryczuszce", jakby powiedział mój "dziadzia" :)) .