Dzieciom trzeba dostarczyć atrakcji, żeby zapamiętały zwiedzane miasto. A dziecięce atrakcje (nawet jeśli dzieci mają już 14 lat) są nieco inne niż atrakcje dla dorosłych. Mieliśmy jechać na jeden dzień, od rana do wieczora. Ale seniorka (czyli ja) mogłaby kondycyjnie nie wytrzymać takiego maratonu, a i dzieciaki miałyby zbyt dużo wrażeń na raz. Więc pierwszą z atrakcji pobytu był nocleg w hotelu. Moim wnukom taki nocleg nie zdarza się często. W hotelu było czysto, cicho i mieliśmy dość miejsca dla nas trojga . Śniadania nie wykupiłam, zrobiliśmy sobie sami super śniadanie za 26 zł, tyle kosztowały nas produkty kupione w pobliskim sklepie. Dziewięciolatek zjadł 1,5 skibeczki (czyli kromeczki), a za jego i nasze hotelowe śniadania musiałabym zapłacić 25 zł za każde (wiecie przecież, że jestem z Poznania, a poznaniacy, to Szkoci wygnani ze Szkocji za skąpstwo, podobno).
Drugą atrakcją był Sky Tower, 50- piętrowy najwyższy budynek w Polsce.
Oto i on, chwilę przed deszczem.
A tak reklamuja taras widokowy na 49 pietrze.
Winda dojeżdża na to piętro błyskawicznie. I bez żadnych sensacji (związanych ze zmianą cisnienia), chociaż zakatarzonemu wnusiowi uszy "się zapchały" i trochę bolały (jak niekiedy przy starcie i lądowaniu samolotu).
Widok z góry na najstarszą część miasta. Starszy wnuk zachwycił się windą, widokami i Wrocławiem.
Fakt, miasto z oddechem, szerokie ulice, dużo zieleni, sprawna komunikacja miejska (co prawda w starszych typach tramwai brak klimatyzacji i można było zdechnąć w upale), tramwaje jeżdżą często i punktualnie, a co bardzo nas ucieszyło - uczniowie z całej Polski jeżdżą we Wrocławiu za darmo! (w poznaniu tylko poznańscy uczniowie i do ukończenia VIII klasy). Także całkiem młodzi seniorzy (68 lat) mają prawo do darmowych biletów, a z każdym kolejnym rokiem coraz młodsi seniorzy nabędą takie prawo (w 2022 już 65 latkowie będą jeździć za darmo).
Kolejna atrakcją było wrocławskie ZOO i sławne Afrykarium.
Zaczęliśmy zwiedzanie od tego właśnie miejsca. Symbolicznie (chyba) czarna błyszcząca bryła kryła w sobie różności. Niezwykłe akwaria (jak w miastach nadmorskich, z tunelem we wodzie, nad głowa przepływały płaszczki), możliwości podziwiania ryb, ssaków wodnych i ptaków nurkujących nie tylko z góry, ale także w toni wodnej (dzięki szklanym taflom w głębi basenu).
Pingwiny były zabawne, a tak szybko pływały, że trudno było je złapać w kadr.
Hipopotamy akurat nie pływały, bo trafiliśmy na porę ich karmienia. Też ciekawie.
A potem to już było chodzenie od wybiegu do wybiegu i u mnie coraz większe znużenie, zwłaszcza, że w wiele wybiegów wydawało się pustych - zwierzaki pochowane, nie było ich widać.
Spore wrażenie zrobiło na mnie okapi, takie niezwykłe zwierzę odkryte dopiero w początku XX wieku (w Afryce). Z tyłu jak zebra, z boku jak antylopa, a najbliżej spokrewnione z żyrafą. Nie dlatego zrobiło wrażenie, że tak wygląda, jakby poskładano kilka zwierząt w jedno. Juz je wczesniej widziałam, w Poznaniu. Tam we Wrocławiu okapi stało dokładnie przy szybie, gdzie każdy mógł podejść i spojrzeć w oczy zwierzęciu z odległości nie większej niż pół metra. To (ten? ta?) okapi stało ruszając tylko głową odczasu do czasu, jak przytwierdzone do miejsca. I wyglądało na smutne.
Oczywiście Wrocław, to stare zabytkowe miasto z wieloma zabytkami, starannie odbudowanymi po zniszczeniach wojennych. Nadal "zęby mnie bolą", gdy widzę piękne perełki architektury bok w bok ze szkaradkami z lat 70-tych, które w samym centrum miały zapełnić luki spowodowane bombami. Moim wnukom to zupełnie nie przeszkadzało.
I zwiedzanie Starego Miasta to tez była kolejna atrakcja wyjazdu.
Klasyka - widokówkowy portret wrocławskiego Ratusza na Rynku (bo we Wrocławiu jest Rynek, nie Stary Rynek, nie Rynek Główny, tylko Rynek po prostu). Akurat było jakieś zgromadzenie pilnowane przez policję, z okazji wybuchu Powstania Warszawskiego ( czemu tyle policji, nie mam pojęcia).
A tu Elewacja frontowa z wieżą.
Na Rynku odpoczynek :) Za tę mała biała kawę zapłaciłam 15 zł! jeszcze nigdzie w Polsce nie zapłaciłam tyle za kawę. No cóż, we Wrocławiu ceny więcej niż europejskie. Ale czego się nie robi dla miłej atmosfery i pięknego widoku.
Jeszcze spacer nad Odrę - tu Uniwersytet Wrocławski, najstarszy budynek.
I jeszcze pięknie odnowiony gmach Ossolineum z przyjemnym skwerem, gdzie chwilę odpoczęliśmy.
Zapewne nie były to wszystkie atrakcje, ale na więcej nie starczyło czasu i sił.
Było to pierwsze spotkanie wnuków z Wrocławiem, mają jeszcze wiele lat, żeby poznać miasto dokładnie. I na pewno nie raz tu wrócą. Tak, jak i ja, kolejny raz już za 2 tygodnie :)

