Wielkopolska, to moje strony. Na Podlasiu byłam z wycieczką objazdowa bardzo dawno temu. Teraz pojechałam tam z Moim i wnukami i miałam okazje odkrywać ten niezwykły region. Wakacje, pełnia sezonu urlopowego, a na Podlasiu, spokój, świeże powietrze i turyści, aktywnie spędzający czas. A atrakcji tu co niemiara dla małych i dużych. Bazę wypadową mieliśmy w malutkiej wiosce nad Bugiem, blisko białoruskiej granicy, jeszcze po prawej stronie Bugu. Robiliśmy wycieczki (cóż, samochodowe) podziwiając okoliczne atrakcje.
Byliśmy na Świętej Górze Grabarce, dokąd jutro będą pielgrzymować prawosławni z całej Polski, niosąc swoje krzyże, z ukośną dodatkową poprzeczką(?), w swoich intencjach, wielu z nich będzie pokonywać wzniesienie po kolanach. Będą piec poświęcone jabłka na świętym ogniu (to ogień z krzyży sprzed lat, które zmógł czas). Piękne miejsce, pełne ciszy, spokoju i zadumy.
To te krzyże, co roku przynoszone przez pielgrzymów, las krzyży!
A to jedna z trzech cerkwi na Grabarce. ta akurat została odrestaurowana dzięki wsparciu finansowemu Lichtensztajnu, Islandii i Norwegii (tak przeczytałam).
Potem pojechaliśmy w cudowne miejsce (dla mnie, zielarki, szczególnie). To Podlaski Ogród Ziołowy albo Ziołowy Zakątek w Korycinach, (niedaleko wsi Grodzisk). To prywatne przedsięwzięcie, ale na bardzo szeroką skalę. jest tu folwark, czyli wiejskie obejście z kurami (różne rasy), królikami (też niepospolite) w wolierach. kaczki i gęsi chodzą luzem, w zagrodach są owce, kozy, osiołek i kuce. Dzieciom bardzo się podobało. Mnie podobał się przede wszystkim ogród ziołowy i rozległe rabaty kwiatowe, no i otoczenie. W lesie , integralnej części posiadłości stoją drewniane domy, przeniesione z okolicy, a w nich wystawy z ziołami w roli głównej (zioła lecznicze, zioła trujące, zioła w obrzędach religijnych). Wystawy są na parterze, a na poddaszu są pokoje hotelowe. Jest też specjalny duży budynek hotelowy, z zewnętrznym basenem i ziołowym SPA, a także karczma (a w menu potrawy z ziołami). Jest też Różany Domek, gdzie można wypić wodę różaną, zjeść lody różane i spróbować konfitury z róży (z owoców, które zbiera się z dużej plantacji przed Domkiem). I jest też Spółdzielnia, czyli sklep, w którym można kupić wszystko to, co pozyskuje się w Ziołowym Zakątku i co się tu wytwarza (np. ceramikę, przetwory warzywne i owocowe, miody, mieszanki ziołowe). Nie mogła wyjść z tego sklepu ;) Cały Ziołowy Zakątek, to magiczne miejsce :)

Kościółek przeniesiony ze wsi Grodzisk, taki mały skansen.
A to dzbanuszek kupiony w Spółdzielni (wraz z miodem mniszkowo- malinowym i syropem z pigwowca). Kwiatki, w stylu Ziołowego Zakątka, z mojego ogrodu :)
Chciałam moim wnukom pokazać puszczę, czyli Białowieski park narodowy. Byliśmy nie tak daleko, wydawało się. Niestety, wyprawa zajęła nam pół dnia. I gdy dotarliśmy do Białowieży okazało się, że wycieczka po puszczy, czyli spacer po rezerwacie ścisłym trwa 4 godziny i tego dnia już nie zdążymy się na nią załapać. Zobaczyliśmy w zastępstwie muzeum Białowieskiego Parku Narodowego, w centrum Białowieży, w parku pałacowym. Widziałam je pierwszy raz. Ładnie zrobione, ale zwiedzanie trochę mi się dłużyło. Pojechaliśmy też do pokazowej zagrody żubrów (tak się jakoś to nazywało). Takie rozleglejsze zoo. Czasem tak rozległe były wybiegi, że przydałaby się lornetka, żeby zobaczyć zwierzęta bliżej. Z bliska widzieliśmy jelenia, żubronie, koniki polskie i dziki. Rysia i żubry tylko z daleka. Był upał, byłam zmęczona, nieco zawiedziona, nie robiłam zdjęć.
Byliśmy też w Janowie Podlaski, na dzień przed słynną międzynarodowa aukcją. Wszystko wysprzątane, piasek zagrabiony, nawet trawniki odkurzone z liści (takie odniosłam wrażenie). Stajnie zabytkowe, owszem (to już 100 lat Stadniny), ale koni, jak na lekarstwo. Przy 'kieracie' biegały na lążach młode konie tuż przy głównej alei. Ale gdy wracaliśmy po 12.00 już ich nie było.
Byliśmy też w Mielniku, niegdyś był tu zamek królewski, Aleksander Jagiellończył zachwycił sie tym miejscem. W Mielniku przenikają się kultury polska i białoruska, religie katolicka i prawosławna, ludzie są życzliwi, tolerancja nie jest pustym sloganem, a pieniądze nie są najważniejsze (są jeszcze takie miejsca w Polsce).
XIX-wieczna cerkiew w Mielniku.
A to odkrywkowa kopalnia kredy w Mielniku, jedyna taka w Polsce. To białe, to pokłady kredy, nie woda. Można kopalnię zobaczyć ze specjalnego tarasu widokowego.
Podlasie Nadbużańskie, bo najważniejsza jest rzeka. Malowniczy Bug, który w tym roku można było w niektórych miejscach przejść wbród. A my wybraliśmy się rodzinnie w dwa kajaki na spływ Bugiem, od Niemirowa do Mielnika, tak zwanym Mielnickim Przełomem Bugu.
Tu dziadek z wnuczkiem, a przed nimi zakręt rzeki (przełom) i kilkunastometrowy stromy brzeg .
A tu Bug w Mielniku.
Jeszcze tylko pokażę wam to, co mnie tam fascynowało : prawosławne krzyże przydrożne prawosławne.
Jeden z takich krzyży w Mielniku.
A w naszym Gajowisku codziennie towarzyszył nam bocian na gnieździe. Rano czy wieczorem zawsze jeden stał w gnieździe, jak na straży. Piękny widok na
dzień dobry i na dobranoc.
A na koniec jeszcze przepiękna cerkiewka, ukryta w lasach, na samej granicy - Koterka (parafia Tokary). Pustka, cisza i lasy wkoło, na końcu (naszego) świata.
Warto odwiedzić Podlasie !