Moja dobra znajoma nie znosi wody. Żartuje sobie, że gdyby wymyślili mycie "bezwodne" zostałaby fanką takiej procedury.
Ja jestem "wodna". Według chińskiego horoskopu moim żywiołem jest woda, a w tym zodiakalnym horoskopie też jestem wodnym znakiem. To oczywiście żarty, ale wodę lubię w (prawie) każdej odsłonie (nie lubię siąpiącego deszczu i powodzi, oczywiście). A pływać nauczyłam się w wieku 11 lat. Za mojego dzieciństwa nie było tylu basenów, co dziś. I niektórzy uczyli się pływać dopiero na studiach. W Poznaniu do wczesnych lat 60-tych była tylko jedna kryta pływalnia, w byłej żydowskiej synagodze (w 1941 roku Niemcy przerobili synagogę na basen). Potem zbudowano Chwiałkę, pływalnię krytą i kompleks pływalni letnich (dla Ośrodka Sportu i Rekreacji), działa do dziś. A potem w końcówce lat siedemdziesiątych powstało kilka, powiedzmy, dzielnicowych pływalni. W jednej z nich , na Grunwaldzie moi synowie nauczyli się pływać (nie mając jeszcze 10 lat). Teraz nawet niektóre szkoły mają swoje (dość małe) baseny i dzieciaki uczą się pływać w I albo II klasie podstawówki. I bardzo dobrze! Ta umiejętność zostaje na całe życie.
Ale ciągle nie miał Poznań pływalni rekreacyjnej, gdzie nie trzeba koniecznie pływać w tę i z powrotem po jednym torze, zaliczając kolejne metry w ciągu 45 minut (jak ja tego nie znoszę, to takie nudne). Zaczęły powstawać tak zwane aquaparki, te różne "wodne raje", z hydromasażami, zjeżdżalniami, falami, jacuzzi i basenami z wodą o temperaturze "śródziemnomorskiej". Pamiętam, że jeden z pierwszych takich cudów powstał w Lesznie (synów wieziono tam na wycieczkę z liceum), potem w Obornikach, we Wrześni, w Kórniku, w Śremie, nawet w Koziegłowach pod Poznaniem (tam nie byłam, pozostałe odwiedziłam), a w Poznaniu ciągle były tylko baseny sportowe.
I w końcu doczekałam się! Otwarto Termy Maltańskie! Budowę ukończono w październiku 2011 roku, a ja byłam tam pierwszy raz w styczniu 2012. To podobno największy taki obiekt w Polsce. Oprócz basenów sportowych (50 m i do skoków do wody z 10m wieżą) jest oczywiście, bardzo rozbudowana część rekreacyjną i oprócz basenów wewnętrznych także zewnętrzne połączone z tymi pod dachem, a także duże baseny letnie z wieloma zjeżdżalniami.
Gdy wybrałam się kiedyś z wnukami w majowy weekend, panowała tam tropikalna atmosfera, parno, gorąco, do tego tłumy ludzi. Po prostu nieznośny upał, jak na Bali, nie do wytrzymania. Nie chciałam już tam chodzić. Ale dziś dałam się namówić Mojemu na trochę ruchu. Nie lubię się ruszać (szczególnie zimą), ale dla towarzystwa jestem gotowa na wiele. Poza tym pływanie (bardzo rekreacyjne), to jedna z niewielu form aktywności fizycznej, które lubię.
I znów byłam na Malcie! Tym razem tej naszej, poznańskiej :) To tylko 20 km od nas, żabi skok. Pojechałam i to było To na dziś!
Ludzi niewielu, temperatura w sam raz, tak z 26 stopni, podłoga wyraźnie grzała stopy, a woda we wszystkich basenach rekreacyjnych cieplutka, na pewno powyżej +30 st. Taką lubię, szczególnie zimą. W końcu to są termy.
Jest też w tej części rekreacyjnej basen z solanką geotermalną, tu wodę trzeba schładzać, bo wypływa zbyt gorąca (w rezultacie miała podobną temperaturę, jak w pozostałych basenach, wyraźnie ciepłą, ale nie gorącą, pewnie ok. +35-36 st(?), nie sprawdziłam. Posiedziałam sobie trochę w tym basenie, masując sobie plecy bąbelkami. Bardzo przyjemnie. Popływałam z falami "morskimi", zjechałam na otwartej małej zjeżdżalni(na zdjęciu powyżej widać zjazd), pomasowałam ramiona silnym strumieniem wody, zjechałam "górską rzeką", na zewnątrz nie wypłynęłam, bo wiatr.
Zdjęcie zrobione przez szybę. Woda w tle, to Jezioro Maltańskie, a takie białe w oddali, to całoroczny stok narciarski, teraz naśnieżony.
Rozgrzana i zadowolona postanowiłam powtórzyć wydarzenie za jakiś niedługi czas (zwłaszcza, że seniorzy mają super zniżkę na wejścia do godz. 12.00 - 1,5 godziny za 17 zł, a seniorami jest się już od 55 roku życia !) ;)
Jak już wspomniałam we wpisie o wyspie Malcie, nasza Malta zawdzięcza nazwę Kawalerom Maltańskim - joannitom, którzy dostali te tereny od biskupów poznańskich w XII wieku.
Śladem po tym nadaniu jest niewielkim kościół Św. Jana Jerozolimskiego, jedyny zabytek w stylu romańskim z XIII wieku (po pożarze w XV w. z elementami gotyckimi i barkową kaplicą z początku XVIII wieku).
(pstryknięte z auta).
Niestety nie umiem wstawić tutaj zdjęcia z internetu. Chciałam pokazać fasadę kościółka, jest romańska, a na szczycie nad wejściem jest mały ażurowy krzyż maltański (na moim zdjęciu gałązki go zasłaniają), jedyny taki w Poznaniu. Kościół stoi w pobliżu bardzo ruchliwego Ronda Śródka, gdyby ktoś chciał go kiedyś zobaczyć z bliska.
A poza wszystkim dziś był piękny ciepły, słoneczny dzień :) Bardzo już chciałoby się wiosny!