poniedziałek, 11 października 2021

Salzburg i pewien zamek

 To już prawie miesiąc, jak wróciłam z tego niezapomnianego wyjazdu. 

Salzburg nie bez powodu uchodzi za jedną z najczęściej odwiedzanych miejscowości Austrii. Z   historią, liczącą prawie 2 tysiące lat, pięknie położony na wzgórzach nad rzeką Salzach, z cennymi zabytkami architektury i kultury, ze Starym Miastem wpisanym w 1996 roku na listę dziedzictwa UNESCO.


To wizytówka Salzburga: widok na twierdzę Hohensalzburg i Stare miasto (ta kopuła, to katedra), z góry Kapucynów. 

Wspięłam sie na tę górę, żeby podziwiać te widoki i żeby zrobić zdjęcia tej najstarszej części miasta.


Po drodze mijałam barokowe stacje Drogi Krzyżowej.




Stare centrum, to wąskie uliczki z wysokimi domami bogatych mieszczan z czasów renesansu i baroku.


Domy wciśnięte między skały, otaczające centrum.


Sławny dom , w którym urodził się najsłynniejszy mieszkaniec Salzburga - Wolfgang Amadeusz Mozart. W samym centrum najsłynniejszej ulicy Starówki Getreidegasse.


Ciasno.






Ale są też szersze place na starówce. Tu Marktplatz, z widokiem na Katedrę.

 I tak, jak w Wiedniu można przejechać się dorożką :)


A tu widok z mostu pieszego na starówkę. Jak widzicie, wielu zakochanych zapięło tu swoje kłódki. 


Po drugiej stronie rzeki, poza starym centrum znajduje się pałac Mirabell z pięknymi ogrodami.



Władcami miasta przez wieki byli arcybiskupi. Jeden z nich (Wolf Dietrich) w 1606 roku zbudował ten pałac, zwany wtedy Altenau, dla miłości swego życia i matki ich 15 nieślubnych dzieci - Salome Alt :)) To były czasy, to były obyczaje ;). Po jego śmierci kolejny arcybiskup zmienił nazwę pałacu na Mirabell. 


Po Salzburgu, oprócz autobusów jeżdżą też miejskie trolejbusy :) To niezbyt częsty środek transportu miejskiego . 

A jeszcze dla statystyki: Salzburg , to czwarte pod względem liczby mieszkańców miasto Austrii, liczy (zaledwie) niecałe 150 tys. 

Okolice Salzburga, to już Alpy i piękne miasteczka, góry i górskie jeziora.


Tu kąpielisko nad Mondsee.


A tu śliczne St.Gilgen i park nad jeziorem Wolfganga (Wolfgangsee)


A to właśnie owo jezioro - Wolfgangsee.





Centrum miasteczka. Czyściutko, kolorowo i pusto (po sezonie).

Wracając już do domu zapragnęłam poczuć się, jak "pani na zamku".

Zanocowaliśmy w średniowiecznym zamku, który swój dawny zamkowy charakter odzyskał dopiero w latach dziewięćdziesiątych XXw. dawniej było tam "Enerdowo", czyli nikt się takimi starymi zapuszczonymi prawie ruinami nie przejmował. 

A miejsce jest niezwykłe. To Zamek Schkopau koło Merseburga, a Merseburg leży między Halle i Lipskiem. 


Wjazd do zamku.


Widok od strony parku.


Rozległy dziedziniec.


Widok z wieży zamkowej.

A to owa wieża, średniowieczna.



Widzicie ten "dym", parę wodną w tle? To też niezwykłość tego zamku. Leży w jednej z najbardziej zindustrializowanych części wschodnich Niemiec. Po sąsiedzku jest kombinat petrochemiczny Leuna, a właśnie "w tle" elektrownia Schkopau. 

Widoki z wieży zamkowej są interesujące.


Z jednej strony dzika przyroda,


Z drugiej strony miasto i przemysł.

No i byłam przez moment Panią na zamku :)


I co by nie mówić o niemieckiej kuchni, ta w restauracji zamkowej była wyśmienita :)

Tak oto zakończyliśmy nasza wakacyjną zagraniczną przygodę.

niedziela, 3 października 2021

Piękna Austria

 Już przeszło dwa tygodnie po powrocie. Ciągle coś mnie w realnym świecie odciąga od pisania.

Niby tylko 2 tygodnie, a jakby 2 miesiące minęły. Taki relatywizm czasowy ;)

A było pięknie. Przede wszystkim dopisała pogoda. Piękne słońce i ciepło! temperatury , jak w lecie , do 26 st. w dzień. idealnie. Ani razu nie włożyłam długiego rękawa. 

My, Polacy, chyba nie bardzo znamy Austrię. Kojarzy się nam przede wszystkim z Wiedniem i wyjazdami na narty w Alpy (kto jeździ, ja akurat nie).

A w Austrii bogactwo krajobrazów i mnóstwo zabytków najwyższej klasy. Zupełnie sie tego nie spodziewając trafiliśmy na kilka miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO (zabytki kultury). W jednym z przewodników po wspaniałych miejscach weekendowych (52 Wyśnione Weekendy) przeczytałam o barokowych klasztorach wzdłuż Dunaju. Bardzo mnie te miejsca zaciekawiły. 
Zamówiłam hotel w mieście Krems, nic o tym mieście nie wiedząc, tylko dlatego, że leżało na początku niezwykłej krainy Wachau, rozciągającej się po obu stronach Dunaju. Potem, gdy zaczęłam czytać o Krems, to okazało się, że jego Stare Miasto jest wpisane na ową listę UNESCO. I że to może i jest małe  miasto (24 tys.), ale ma swój uniwersytet. A gdy już byliśmy w Krems, to wysokie domy, szerokie ulice w części współczesnej, w żaden sposób nie potwierdzały małomiasteczkowości, wręcz przeciwnie.


Nasz nocleg w centrum Starego miasta.


Brama w pozostałości murów miejskich.


Głowna ulica - deptak na starówce.

 Ten biały budynek po prawej, to Ratusz (urząd miasta), więc zapewne ten plac, to Rynek (dziś żadnego targu już się nie urządza, choć w dawnych czasach na kilku placach miasta odbywały sie targi).


To kolejna brama do Starego Miasta (burza "groziła", ale przeszła bokiem).


A tu jeszcze Morowa kolumna na owym Rynku, czyli centralnym placu Starego Miasta Krems.
Wyczytałam, że Krems ma ponad tysiącletnią historię. A sławę miastu przyniosła wywodząca się stąd musztarda (czy kojarzycie musztardę kremską? , to stąd właśnie).


To kościół farny Św. Wita.

Dawniej były tu dwa miasta  Krems i Stein. Teraz Stein, to równie zabytkowa część Krems, położona wzdłuż Dunaju.



Takie ciche, kameralne zaułki starego Stein.

A dalej Wachau. Rozciągająca sie 36 km,  od Krems do Melk kraina wina, na łagodnych wzgórzach opadających w stronę Dunaju, porośniętych winnicami, z uroczymi zabytkowymi miasteczkami nad brzegiem Dunaju. Bajkowo :)
 




Tutaj jedno z tych miasteczek - Dürnstein i wszędzie winnice. Na szczycie wzgórza ruiny zamku, w którym, w XII wieku więziono króla Ryszarda Lwie Serce!




Wąskie kręte uliczki i barokowy klasztor i kościół.


Z niezwykłą niebieską wieżą.


I Dunaj, szary, zgniłozielony, nic, a nic nie modry. Ale szeroki, majestatyczny.

Kolejnym miasteczkiem w Wachau było Spitz. Ta miejscowość też ma przeszło 800-letnią historię. 
Ponad dachami położonych tarasowo domów widać wysoką wieżę XV-wiecznego kościoła.



Naszym celem było Melk, ze słynnym opactwem benedyktynów, perłą baroku, najokazalszym barokowym zabytkiem Austrii, wpisanym, oczywiście, na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Wchodzimy.

Pierwszy dziedziniec i kolejna brama.


Następny dziedziniec. Widać kopułę kościoła.


Piękne budowle konwentu.



No i dalej już nie poszliśmy. I nie chodzi o te 25 euro za bilety, tylko o czas. Zwiedzanie trwa około 4 godzin! Tyle nie mieliśmy. Poza tym powiem szczerze, czułam sie przytłoczona tym przepychem, tym bogactwem, ta pychą bijącą z tych murów. Jak można być pokornym sługa bożym w tych luksusach?


Klasztor zbudowano na wzgórzu nad Dunajem i rzeką Melk. Zeszliśmy do miasteczka, które rozkwitło w cieniu opactwa. Opactwo było widać z każdego miejsca w mieście.



Jest imponujące, ogromne, piękne, szczególnie z pewnej odległości ;)


Tu widok od strony rzeki Melk.


Ostatni widok na opactwo i miasteczko u jego stóp (od strony parkingu). Znów zbierało się na burzę, ale uciekliśmy przed nią.


W drodze powrotnej do Krems, naszej bazy, jechaliśmy po drugiej stronie Dunaju, podziwiając między innymi taki zamek i klasztor Schönbühel. Na tablicy informacyjne doczytałam, że klasztor można zwiedzać, ale zamku jest własnością prywatną, jest zamieszkały i dlatego nie jest przeznaczony do zwiedzania.

Na następny dzień jechaliśmy już do Kraju Salzburskiego. Ale o tym w kolejnym wpisie :) cdn.