niedziela, 3 października 2021

Piękna Austria

 Już przeszło dwa tygodnie po powrocie. Ciągle coś mnie w realnym świecie odciąga od pisania.

Niby tylko 2 tygodnie, a jakby 2 miesiące minęły. Taki relatywizm czasowy ;)

A było pięknie. Przede wszystkim dopisała pogoda. Piękne słońce i ciepło! temperatury , jak w lecie , do 26 st. w dzień. idealnie. Ani razu nie włożyłam długiego rękawa. 

My, Polacy, chyba nie bardzo znamy Austrię. Kojarzy się nam przede wszystkim z Wiedniem i wyjazdami na narty w Alpy (kto jeździ, ja akurat nie).

A w Austrii bogactwo krajobrazów i mnóstwo zabytków najwyższej klasy. Zupełnie sie tego nie spodziewając trafiliśmy na kilka miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO (zabytki kultury). W jednym z przewodników po wspaniałych miejscach weekendowych (52 Wyśnione Weekendy) przeczytałam o barokowych klasztorach wzdłuż Dunaju. Bardzo mnie te miejsca zaciekawiły. 
Zamówiłam hotel w mieście Krems, nic o tym mieście nie wiedząc, tylko dlatego, że leżało na początku niezwykłej krainy Wachau, rozciągającej się po obu stronach Dunaju. Potem, gdy zaczęłam czytać o Krems, to okazało się, że jego Stare Miasto jest wpisane na ową listę UNESCO. I że to może i jest małe  miasto (24 tys.), ale ma swój uniwersytet. A gdy już byliśmy w Krems, to wysokie domy, szerokie ulice w części współczesnej, w żaden sposób nie potwierdzały małomiasteczkowości, wręcz przeciwnie.


Nasz nocleg w centrum Starego miasta.


Brama w pozostałości murów miejskich.


Głowna ulica - deptak na starówce.

 Ten biały budynek po prawej, to Ratusz (urząd miasta), więc zapewne ten plac, to Rynek (dziś żadnego targu już się nie urządza, choć w dawnych czasach na kilku placach miasta odbywały sie targi).


To kolejna brama do Starego Miasta (burza "groziła", ale przeszła bokiem).


A tu jeszcze Morowa kolumna na owym Rynku, czyli centralnym placu Starego Miasta Krems.
Wyczytałam, że Krems ma ponad tysiącletnią historię. A sławę miastu przyniosła wywodząca się stąd musztarda (czy kojarzycie musztardę kremską? , to stąd właśnie).


To kościół farny Św. Wita.

Dawniej były tu dwa miasta  Krems i Stein. Teraz Stein, to równie zabytkowa część Krems, położona wzdłuż Dunaju.



Takie ciche, kameralne zaułki starego Stein.

A dalej Wachau. Rozciągająca sie 36 km,  od Krems do Melk kraina wina, na łagodnych wzgórzach opadających w stronę Dunaju, porośniętych winnicami, z uroczymi zabytkowymi miasteczkami nad brzegiem Dunaju. Bajkowo :)
 




Tutaj jedno z tych miasteczek - Dürnstein i wszędzie winnice. Na szczycie wzgórza ruiny zamku, w którym, w XII wieku więziono króla Ryszarda Lwie Serce!




Wąskie kręte uliczki i barokowy klasztor i kościół.


Z niezwykłą niebieską wieżą.


I Dunaj, szary, zgniłozielony, nic, a nic nie modry. Ale szeroki, majestatyczny.

Kolejnym miasteczkiem w Wachau było Spitz. Ta miejscowość też ma przeszło 800-letnią historię. 
Ponad dachami położonych tarasowo domów widać wysoką wieżę XV-wiecznego kościoła.



Naszym celem było Melk, ze słynnym opactwem benedyktynów, perłą baroku, najokazalszym barokowym zabytkiem Austrii, wpisanym, oczywiście, na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Wchodzimy.

Pierwszy dziedziniec i kolejna brama.


Następny dziedziniec. Widać kopułę kościoła.


Piękne budowle konwentu.



No i dalej już nie poszliśmy. I nie chodzi o te 25 euro za bilety, tylko o czas. Zwiedzanie trwa około 4 godzin! Tyle nie mieliśmy. Poza tym powiem szczerze, czułam sie przytłoczona tym przepychem, tym bogactwem, ta pychą bijącą z tych murów. Jak można być pokornym sługa bożym w tych luksusach?


Klasztor zbudowano na wzgórzu nad Dunajem i rzeką Melk. Zeszliśmy do miasteczka, które rozkwitło w cieniu opactwa. Opactwo było widać z każdego miejsca w mieście.



Jest imponujące, ogromne, piękne, szczególnie z pewnej odległości ;)


Tu widok od strony rzeki Melk.


Ostatni widok na opactwo i miasteczko u jego stóp (od strony parkingu). Znów zbierało się na burzę, ale uciekliśmy przed nią.


W drodze powrotnej do Krems, naszej bazy, jechaliśmy po drugiej stronie Dunaju, podziwiając między innymi taki zamek i klasztor Schönbühel. Na tablicy informacyjne doczytałam, że klasztor można zwiedzać, ale zamku jest własnością prywatną, jest zamieszkały i dlatego nie jest przeznaczony do zwiedzania.

Na następny dzień jechaliśmy już do Kraju Salzburskiego. Ale o tym w kolejnym wpisie :) cdn.



poniedziałek, 20 września 2021

W świat :)

 I w końcu wyruszyliśmy dalej "w świat".

Zaczęliśmy od wyjazdu służbowego do Jaworza. Ja byłam tam tylko "osobą towarzyszącą", ale bardzo miło zostałam przyjęta.

Nigdy wcześniej nie byłam w Jaworzu, nawet nie słyszałam o tej miejscowości. A to bardzo ładne, przyjemne miejsce. Tuż obok Bielska-Białej. Na granicy Beskidu Śląskiego. W Jaworzu są sanatoria i źródła solankowe. W pięknym, zabytkowym parku powstała mała tężnia, ciesząca się dużym powodzeniem kuracjuszy i gości Jaworza. Być może spełnią się marzenia miłośników Jaworza i będzie to oficjalnie "Jaworze -Zdrój"? :)




Tutaj wyraźnie widać faszynę, te gałązki tarniny, po których spływa solanka. Bardzo mnie ta mała tężnia fascynowała, robiłam codziennie kilka kółek wokół, "dla gardła". :)


A to widok na mały amfiteatr w parku. I w tle pierwsze góry.


I jeszcze nowoczesny lokal, ze świetnym jedzeniem, w którym gościliśmy.

Pojechaliśmy daleko na południe od domu. Postanowiliśmy stąd pojechać jeszcze dalej, na wakacje, pozwiedzać.

Pierwszy przystanek, to Frydek Mistek, spore miasto w Czechach, kilkanaście kilometrów od Cieszyna. Miasto ma dość niepoważnie brzmiącą dla polskiego ucha nazwę. A to, jak w przypadku choćby Bielska-Białej, miasto powstałe z dwóch sąsiadujących ze sobą miast. 
My zatrzymaliśmy sie we Frydku. Zabytkowe stare miasto, Zamek frydecki, piękny Rynek i zabytkowe kościoły.





Na dziedzińcu Zamku kawiarnia, to co lubię :)



Duży Rynek we Frydku.

Ostatni widok przed dalszą drogą. Taka "perełka" tak blisko naszej granicy, a chyba mało polskich turystów tu trafia .

Następny przystanek to Nowy Jićin. To już Morawy. renesansowe miasteczko. Miałam nadzieję spotkać ślady Rumcajsa, ale może to nie ten Jićin? 


Czeskie miasteczka są urocze, jakby czas sie tam zatrzymał, a jednocześnie żyją, są zapewne bardziej kolorowe niż w dawnych czasach.



Znów duży Rynek, wszystkie domy z podcieniami.



Na Rynku oczywiście "morowa kolumna", jak prawie we wszystkich miastach pod panowaniem Habsburgów. I nowoczesny element: duże jabłka z brązu.



Jeszcze piękna kamienica "pod jeleniem" i żegnamy Nowy Jićin.

Naszym celem jest Ołomuniec (Olomouc), historyczna, pierwsza stolica Moraw, szóste co do wielkości miasto Czech (przeszło 100 tys. mieszkańców). 
A historię ma miasto długą i wspaniałą. Powstało przeszło 1000 lat temu, przez jedno stulecie, za czasów Bolesława Chrobrego należało nawet do Polski!


Nocowaliśmy w hotelu "Palac", w centrum miasta, można powiedzieć, że w cieniu katedry. Przy głównej ulicy, 1 Maja. Widać szyny i trakcję elektryczną. Ołomuńcu jeżdżą tramwaje :)


Widok na Katedrę Św. Wacława od strony Starego Miasta.


Po drodze, przy Placu Republiki - barokowa fontanna Trytona. Barokowych fontann jest w Ołomuńcu siedem, trzy na Górnym Placu, czyli głównym rynku, dwie na Dolnym Placu, w pobliżu też jeszcze jedna, fontanna Merkurego.



Na Górnym Rynku piękny Ratusz. A w Ratuszu, na ścianie, zegar z XV wieku - orloj, "uwspółcześniony"  w czasach socrealizmu (no, niestety).


Największą atrakcją i najcenniejszym zabytkiem Ołomuńca jest stojąca na tym Rynku morowa kolumna - sloup (j.cz.) Najświętszej Trójcy, z 1754 roku, arcydzieło późnego baroku, w 2000 roku wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO.


We wnętrzu tej "kolumny" mieści się kaplica.


Z pewnością jest to arcydzieło sztuki kamieniarskiej. Ale mnie nie zachwyca.

Zachwycała mnie atmosfera Starego  Miasta, wąskie uliczki, niezliczone kawiarenki, lokale ze stolikami na ulicy, kolorowy tłum turystów, zadowolonych ludzi, zabytki z różnych epok na każdym kroku, za każdym zakrętem. Moje klimaty. Uwielbiam zabytkowe miasta.



To ciekawy w formie gotycki kościół Św. Maurycego, nieopodal Górnego Rynku.


A to barokowa kaplica Św. Jana Sarkandra (?) (z czeskiego informatora).

Mam niedosyt Ołomuńca. Piękne miasto! Jeszcze tylu ciekawych miejsc nie zdążyłam zobaczyć. Może jeszcze kiedyś...?

Ale nasza wycieczka objazdowa dopiero się zaczynała. Następny cel - Austria, dolina Dunaju - Wachau.

To w kolejnym najbliższym wpisie. Cdn. :)